piątek, 1 maja 2015

#Rozdział 1 ♥

Zamknęłam się w pokoju i wyjęłam moje farby.
Na brystolu zaczęłam malować.
Była tam mama i córka.
Mama przekazywała swoje dziecko starszej i dość pulchnej kobiecie.
Płakała.
A dziecko?
Dziecko nie uroniło ani jednej łzy.
Patrzyło w dal pustymi i zimnymi oczami.
Kim była ta dziewczynka?
Na imię jej [T.I].
Tak,to byłam ja.

-To mama?-na moje łóżko rzucił się Martin.-Pięknie malujesz.
-Dzięki Marti.-opuściłam kartkę na białą stronę.-Gdzie jest mama?
-W kuchni.
-Okey. A ty nie powinieneś iść już spać? Jest po 21 Martin.
-Opowiesz mi bajkę [T.I]?-poprosił.
-Jaką?
-O tym piesku!-powiedział i popędzi do swojego pokoju,a ja za nim.

Pięciolatek ułożył się wygodnie w łóżku,a ja go przykryłam.
Zaczęłam czytać ulubioną historyjkę Marti'ego, którą i tak już słyszał z 15 razy.
Nie rozumiem jak może mu się to nie nudzić.
Zna już całą książkę na pamięć.
W sumie ona ma tylko 10 stron.
Po kilku minutach Martin zasnął,a ja usłyszałam charakterystyczny dźwięk przekręcania kluczyka w zamku drzwi.
Zeszłam po schodach.

-Rozmawiałam z Martin'em. Powiedział mi,że jesteś w kuchni.-podeszłam do mamy.
-Bo wtedy jeszcze byłam.-odpowiedziała-Musiałam na chwilę wyjść.-dodała.
-Rozumiem.-usiadłam na kanapie.
-[T.I] musimy porozmawiać.
-Teraz?
-Tak.-odpowiedziała.
-Słucham.-powiedziałam,a mama usiadła koło mnie.
-Przed wczoraj zaczęły się wakacje. Powinniście gdzieś wyjechać. Załatwiłam Wam już lot.-powiedziała.
-Chwila. A ty? Poza tym,jak to załatwiłaś już lot. I lot? Samolotem?
-Ja nie pojadę. Muszę pracować. I tak załatwiłam już lot.
-Ale jak to? Kiedy i gdzie?-zadawałam masę pytań.
-[T.I] spokojnie. Są wakacje. Wy wyjedziecie,ja będę pracować. Gdzie? Pojedziecie do mojej przyjaciółki. Mieszka w Australii. I kiedy.... No tutaj muszę Cię zdziwić. Żebyście zdążyli na samolot musicie się już pakować.


Westchnęłam.
Nie ma sensu się kłócić.
Mama chyba zrozumiała.
Powiedziała tylko,że wróci za około godzinę i po prostu wyszła.
Nie długo po tym usłyszałam płacz i zbieganie ze schodów.
Po chwili podbiegł do mnie mały Martin.
Wzięłam chłopczyka na ręce i zapytałam co się stało.
Powiedział,że miał koszmar.
Później mi go opowiedział.
Pocieszyłam go.
Następnie wyjaśniłam mu sytuacje,o której rozmawiałam z mamą.

-Naprawdę?-ucieszył się chłopiec.
-Tak. Tylko musisz się pakować.-powiedziałam.
-Teraz?-zapytał.
-Nie martw się,w samolocie sobie pośpisz.-powiedziałam i postawiłam go na podłodze.

Marti pobiegł do siebie,a ja do siebie.
Wyciągnęłam z pod łóżka swoją walizkę i zaczęłam się pakować.
Po kilku minutach do mojego pokoju wbiegł brat i tak jak poprzednio rzucił się na łóżko.

-Tego nie bierzesz?-wskazał na moje farby.
-Nie mam miejsca w walizce wiesz.-powiedziałam patrząc na mojego brata.
-Jeśli chcesz to ja mogę je wziąć. Chcesz?-zapytał.
-Mógłbyś?-pokiwał twierdząco głową.
-Spakowałeś się już?-spojrzałam na niego ponownie,tym razem zaprzeczył.
-Pomogę Ci. Chcesz?

Już nie długo po tym siedzieliśmy w pokoju Marin'a i pakowaliśmy jego walizki.
Na samym wierzchu położyłam ulubione książki brata,ulubione zabawki i moje farby.
Akurat gdy skończyliśmy mama przyszła do domu.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy na lotnisko.
Nie długo byliśmy na miejscu.

-Pamiętaj. Szukaj tabliczki z moim imieniem,albo naszym nazwiskiem.-powiedziała.

Pokiwałam twierdząco głową i razem z Martin'em pożegnaliśmy się z mamą.
Po kilku chwilach byliśmy już w samolocie.
Godzina nie była zbyt dobra jak na Martin'a.
W sensie,że było dla niego dużo za późno.
00:13.
Po nie całych 15 minutach lotu zasnął.
Ja nie chciałam zasypiać,więc wyciągnęłam książkę.
Oczywiście swoją,nie tą Martina.
,,Lista Siedmiorga"*  to jedna z moich ulubionych książek.
Oczywiście Marti kilkanaście razy się przebudził,ale nie będę opisywała całego lotu.

***Kilka Godzin Później***

Usłyszałam "głos",który mówił że nie długo lądujemy i mamy się upewnić,czy wszyscy mają zapięte pasy.
Sprawdziłam czy pasy Marti'ego i moje są zapięte i obudziłam go.

-Ile lecieliśmy?-zapytał Marti od razu po przebudzeniu.
-Około 22 godzin. Jest 22:42.
-Tak późno?-zapytał przeciągając się.
-Spałeś zaledwie dwie godziny. Jesteś zmęczony?-zapytałam.

Chłopczyk pokiwał przecząco głową. 
Jednak było po nim widać,że jest zmęczony.
W dodatku nie w porę to powiedział,bo po chwili ziewnął.
Nagle samolotem zaczęło rzucać.

-[T.I] boję się.
-Nie musisz się bać Marti. To tylko turbulencje. Za chwilę się uspokoi.-powiedziałam,a chłopiec przytulił się do mnie.

Szczerze?
Ja i Marti jesteśmy bardziej zżyci ze sobą,niż z mamą.
Jej praktycznie nigdy nie ma w domu.
Musi pracować.
Nie mamy jej tego za złe.
Rozumiemy to...
Właściwie to tylko ja to rozumiem.
Mały jest jeszcze za mały.
Mały za mały...
Nie długo turbulencje ustały,a samolot wylądował.
Złapałam Martina za rączkę i wyszliśmy na zewnątrz.
Wzięłam nasze walizki i spojrzałam na brata.
Uśmiechnęłam się do niego i poszłam na ławkę przy ścianie,a maluch nadal trzymając mnie za rękę poszedł za mną.

-Pamiętaj. Szukaj tabliczki z naszym nazwiskiem lub imieniem mamy.
-Yhm...-powiedział ziewając.
-Albo wiesz...Idź spać.

Powiedziałam i pogłaskałam go po głowie.
On za to położył nóżki na ławce,a główkę na moich kolanach.
Głaskałam go po włosach.
Chłopczyk po chwili zasnął.
Wyjęłam telefon i wybrałam numer do przyjaciółki mamy,bo nie mogę wstać,przecież Marti by się obudził,a ja dostałam telefon do tej przyjaciółki na wszelki wypadek,taki jaki jest na przykład w tym momencie.

-Halo?-usłyszałam spokojny głos kobiety.
-Witam. Mam na imię [T.I] [T.N]. Mama przysłała mnie do Australii. Mieliśmy u Pani zamieszkać. Imię mamy to [I.T.M] [N.T.M]. Kojarzy Pani?
-Tak oczywiście,jakiś problem słońce?
-To znaczy chodzi o to,że jesteśmy na lotnisku. Mały był bardzo zmęczony i zasnął mi na kolanach. Nie za bardzo mam jak wstać. Nie chciałabym go obudzić.
-Rozumiem,kochanie.-już teraz zorientowałam się,że kobieta jest bardzo miła i będzie mi miło z nią mieszać-Przyjdą po ciebie moi trzy synowie i ich dwoje przyjaciół.
-Yhm.
-Za chwilę do nich zadzwonię. Możesz mi dokładnie powiedzieć gdzie jesteś?
-Tak już mówię. Ławka przy ścianie,obok Starbucks'a. Po między ławką znajdują się dwa dość duże drzewka. Mam przy sobie jedną dużą walizkę czarną i mniejszą w samochodziki.-powiedziałam.
-Dobrze za chwilę do ciebie przyjdą [Z.T.I]**
-Bardzo Pani dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia złotko.

Powiedziałam i rozłączyłam rozmowę.
Spojrzałam na mojego braciszka.
Wygląda strasznie słodko gdy spał.
Po chwili poczułam mocne uderzenie w plecy.
Prawie zrzuciłam Martin'a z kolan,dlatego poruszył się nie spokojnie.
Spojrzałam na pięciu chłopaków obok mnie przy okazji zamrażając ich wzrokiem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
*Lista siedmiorga jest mroczną, urzekającą lekturą, której oryginalna fabuła gwarantuje, iż książkę czyta się jednym tchem, odbywając zarazem nie zapomnianą podróż ku zgłębieniu tajemnicy, zarówno literackiej, jak i metafizycznej. Clive Barker, reżyser Hellraisera

**Zdrobnienie Twojego Imienia
----------------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć. Nazywam się Nikola i będę pisała tutaj opowiadania.
Od samego początku chcę uprzedzić,że mam jeszcze inne sześć blogów.
Mam nadzieję,że opowiadania będą się Wam podobać i że będziecie komentować.
Byłabym bardzo szczęśliwa,gdyby pod tym postem pojawiła się ocena posta i jakieś powitanko :D
Będę starała się pisać jak najczęściej rozdziały.
Na każdym blogu podpisuję się Nikola♥Bay♥ na tym blogu będzie tak samo.
Kilka faktów o mnie zrobię kiedy indziej ☺
Do następnego posta ♥

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Nikola♥Bay♥

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz