-Tak?
-Hej [T.I]. Co robisz?-zapytała [I.T.P].-Jadę autem.-powiedziałam od niechcenia.
-A z kim? Przed chwilę widziałam twoją mamę jak szła do domu.
-Taaa...Jestem w Australii.-powiedziałam obojętnie.
-Że co!?-lekko odsunęłam telefon od ucha.
-No to. Mama mnie tu wysłała razem z Martin'em.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?
-Bo nie miałam czasu. Wybacz.-powiedziałam głosem typu:Ojej...!
-Wyczuwam sarkazm,ale wybaczam.-powiedziała-To z kim jedziesz,bo wątpię,żeby Twój brat,albo ty miał prawdo jazdy.
-Po pierwsze:On ma pięć lat. Po drugie:Wątpisz we mnie?-zapytałam.
-Ależ skąd.
-No dobra. Jadę z jakąś piątką chłopaków.-tutaj chłopaki na mnie spojrzeli,a ten za kierownicą spoglądał co jakiś czas w lusterku-Są lekko dziwni,ale...Jak coś to na pogrzebie chcę mieć tą białą sukienkę,którą kupiłyśmy razem na zakupach. Możesz mi jeszcze do grobu wrzucić nasze wspólne zdjęcie.
-Dobra,ale które?-zapytała śmiejąc się.
-To nie jest śmieszne jesteś okropna.-teraz dopiero zauważyłam,że chłopaki też się śmieją-W ogóle wszyscy jesteście okropni. Ja tu na poważnie. A co do tego zdjęcia... Pamiętasz jak razem poleciałyśmy bez wiedzy nikogo do...Właśnie do Australii. Powiedziałyśmy wtedy twoim rodzicom i mojej mamie,że jedziemy na dwu tygodniową wycieczkę. Byłyśmy strasznie zdenerwowane. Gdy już wylądowałyśmy,poszłyśmy do hotelu. Później wyszłyśmy na dwór. Każdego dnia robiłyśmy sobie 500.000 zdjęć. Możesz wziąć jedno z nich.-uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
-Okey. Czkaj...Jesteś w Australii?-zapytała.
-No tak.-odpowiedziałam-Przed chwilę ci to mówiłam. Oto dowód,że wcale mnie nie słuchasz.-westchnęłam.
-No przepraszam. Musiałam se upewnić. Wiesz...W Australii mieszka mój kuzyn. Zawsze chciał cię poznać. Poszłabyś do niego?-zapytała.
-Dlaczego chciał mnie poznać.-zapytałam.
-Jego się pytaj.-chociaż jej nie widziałam doskonale wiedziałam,że wzruszyła ramionami.
-Okey. Później mi wyślesz jego adres.-powiedziałam.
-Jak tam chcesz. Kiedy wracasz?
-Nie mam pojęcia. Wiesz...mama nas tu wysłała...może później o tym popiszemy,bo wiesz mały jest i...Co tam u Ciebie?-założę się,że wiedziała o co chodzi.
-Spoko. Ale tęsknie za tobą. Wyjadę do Australii do Ciebie.-powiedziała stanowczym głosem.
-Dogadaj się z rodzicami.-powiedziałam głosem mówiącym:Ta na pewno już to widzę...
-Dobra. Zaczekaj chwilę zapytam się,ale nie rozłączaj rozmowy.-powiedziała i odeszła zanim zdążyłam coś powiedzieć.
-I co?-zapytałam gdy już wróciła.
-Zgodzili się.-powiedziała strasznie radosnym głosem.
-Żartujesz cobie?-zapytałam typem:co.
-Dam Ci mamę jak nie wierzysz.-znów to samo,zanim zdążyłam coś powiedzieć ona przekazała słuchawkę..tak na marginesie...wszyscy się na mnie patrzą i dziwnie się czuję.
-Cześć [Z.T.I].
-Dobry wieczór.
-[I.T.P] powiedziała,że jej nie wierzysz.
-Nie to,że nie wierzą. Po prostu chciałam się upewnić.-wytłumaczyłam.
-Tak. Wyraziłam zgodę.
-Dziękuję.
-I co?-usłyszałam ponownie głos mojej przyjaciółki.
-Może te wakacje nie będą takie złe jak się zapowiadało.-powiedziałam równie rozradowana.
-Bo spędzimy je razem!-i w tym momencie obie cicho zapiszczałyśmy.
-Nie stop. To za słodkie. Zaraz się porzygam tęczą.-powiedziałam.-W ogóle dlaczego ty nie śpisz o tej godzinie?-zapytałam.
-O tak o.
-A dlaczego twoi rodzice nie śpią?
-Oglądają jakiś tam mecz.-wytłumaczyła.
-Okey. A kiedy...-nie dała mi do kończyć.
-Za trzy dni będę obok Ciebie.-powiedziała.
~*~
-Serio?-zapytałam ucieszona.
-Serio. Serio.-powiedziała równie zadowolona.-Muszę się jeszcze pakować. Nie długo mam samolot.
-Okey... To ja nie będę przeszkadzała. Do zobaczenia kochana.
-Pa kochanie.-odpowiedziała.
Miałyśmy to do siebie,że mówiłyśmy do siebie typu:Kochanie,skarbie,słonko itp.
Dla was może to dziwne,ale dla nas to norma.
Dobra wróć.
Spojrzałam na chłopaków,którzy dalej się na mnie patrzyli.
Zrobiłam minę typu:"Ludzie czego wy ode mnie chcecie!?" i zapytałam:
-Co? Mam coś na twarzy? Włosy mi się źle ułożyły?-zapytałam wyciągając telefon.
Włączając wcześniej przednią kamerkę spojrzałam na siebie w ekranie telefonu poprawiałam każdy najmniejszy detal na mojej twarzy i włosach.
-[T.I]...[T.I]!-za drugim razem chłopiec pociągnął mnie za rękaw.
-Echem?-zapytałam.
-Wyglądasz pięknie.
-Yhm.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego,jednak nie zaprzestałam moich działań.
-Tak. Młody ma rację.-odezwał się ten za kierownicą.
-Dzięki.-powiedziałam dalej patrząc na siebie.
W końcu Martin się "zdenerwował" jeśli można to tak nazwać.
Przepraszam ale złowrogie spojrzenie chłopca który ma pięć lat jest na prawdę zabawne.
Ale wracając chłopczyk wyrwał mi telefon z ręki i podał chłopakowi z kolczykiem w wardze.
Widzę,że już się zaprzyjaźnili...To chyba nawet lepiej.
-Wiesz co,przeciwko siostrze? Jak możesz!? A ja tak się dla ciebie poświęcałam...-udałam,że płaczę.
-Ej...[T.I]...-chłopczyk mnie przytulił.-Płaczesz?-najwyraźniej dobrze udawałam...
-Jasne,że nie. Ale tak w ogóle to jak mogłeś oddać mój telefon jakiemuś nieznajomemu facetowi? To taj jakbym ja oddała McQueen'a (ten czerwony z "Auta") Brand'owi.
Tak dla wyjaśnienia.
McQueen to ulubiona zabawka Martin'a,a Brand to jego "wróg".
O ile kogoś kto ma pięć lat można nazwać wrogiem.
Nigdy nie zgadniecie,jak zaczęła się ich "wielka kłótnia".
Brand miał cukierka.
Pewnie teraz myślicie:No jasne i Martin chciał tego cukierka.
Ale tak wcale nie było.
Martin też miał cukierka.
I chciał się wymienić z Brandem,a on z kolei nie chciał.
Wszystko byłoby jasne,o ile coś takiego można brać na poważnie,gdyby nie to,że obaj chłopcy mieli identyczne cukierki i obaj dostali je ode mnie.
-Nie ważne.-chłopiec machnął ręką i oparł się o mnie plecami.
-No to nie ważne.-powiedziałam-Przecież ja nie zrozumiem tak trudnych spraw pięciolatków.-powiedziałam z udawaną desperatką w głosie.
"Y'all think I'm stupid,
y'all think I'm dumb.
But when it comes to who's the smartest I'm the one.
Energy is mass time acceleration,
according to Einstein's interpretation.
Square of a hypotenuse is equal to the sum of the squares of the other two sides.
Euclidean geometry,
Advanced trigonometry
Usłyszeliśmy kawałek jakiejś nieznanej mi piosenki,którą odziwo wydał mój telefon.
Najwyraźniej był to sygnał esemesa,bo nie było słychać piosenki tak długo jak przy dzwonieniu telefonu.
Boże Święty...Co to jest!?
Westchnęłam tylko i spojrzałam błagalnym wzrokiem.
-Mogę swój telefon?-zapytałam.
-Może.-najwidoczniej lubi mnie wkurzać.
-Oj no daj mi ten telefon.
-Teraz?
-Nie.-powiedziałam zirytowana-Za 5 lat.-dodałam sarkastycznie.
-Okey... Już ci go daję.-powiedział i podał mi telefon.
-Dziękuję.-powiedziałam głosem pełnym wyrzutów.
Odblokowałam ekran wpisując wcześniej hasło.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu,a mój wzrok od razu skierował się w lewą stronę u góry gdzie pojawił się informacja o jednej nowej wiadomości.
Włączyłam esemesy i odczytałam nowego od [I.T.P].
Od: Mamy problem...
Do: Jaki?
Od: Na pewno chcesz wiedzieć?
Do: No...Raczej tak. A czego dotyczy ten "problem".
Od: Mojego wylotu do Australii.
Do: Wspaniale. Nie możesz jechać. Prawda?
Od: Nie. Nie powiedziałam tak.
Do: No napisz już!
Od: Ale na pewno pewno chcesz wiedzieć?
Do: No przecież piszę,że tak.
Od: Ale jak coś to nie moja wina.
Do: Zaczynasz mnie irytować. Pisz o co chodzi.
Od: Ogólnie to nie ma problemu.
Do: No chyba sobie ze mnie żartujesz!
Od: Nie. Dlaczego?
Do: To co tak "WAŻNEGO" chciałaś mi przekazać!?
Od: Że przyjadę już jutro około 19:30.
Od: Jak dobrze pójdzie będę u Ciebie o 20.
Do: Jak mogłaś!? Na prawdę się przestraszyłam.
Od: Przepraszam. Kończę,bo wsiadamy do samolotu.
Do: Okey.
Od: Zadzwonię do Ciebie jak już będę u kuzyna. Pa :*
Do: Bay :*
Zablokowałam telefon i spojrzałam na Marti'ego,który mi się przyglądał.
Uśmiechnęłam się do niego,a on oddał uśmiech mi.
-Daleko jeszcze?-zapytałam.
I w tym właśnie momencie samochód zaparkował.
-Okey.-powiedziałam sama do siebie.
Już po chwili byliśmy w przytulnym domku.
Było by błędem napisać: W małym przytulnym domku.
On wcale nie był mały.
Był wielki.
Nie długo po tym przyszła starsza kobieta i przywitała się ze mną i Martin'em.
-Cześć. Jestem Gina. Miło Was poznać.-uśmiechnęłam się do niej szczerze i podałam jej rękę.
-Ja jestem [T.I],a to mój brat Martin.-chłopczyk również się uśmiechnął i muszę przyznać,że był to jeden z najsłodszych uśmiechów jakie kiedykolwiek widziałam.
-Jak znam życie to tamci się nie przedstawili.-uśmiechnęłam się do niej znacząco,a kobieta zaczęła wymieniać imiona pokazując na każdego po kolei.
-To jest Beau,Jai i Luke,James i Daniel.-powiedziała-Tych trzech pierwszych to moi synowie.-dodała ciszej tak jakby nie chciała,żeby oni to usłyszeli i udało jej się to.
-Chodźcie zaprowadzę was do waszych aktualnych pokoi.-powiedziała,a ja wzięłam rzeczy chłopca i swoje po czym poszłam a kobietą.
Gdy chłopiec rozgaszczał się w swoim nowym pokoju ja i mama chłopaków przeszłyśmy do "mojego".
Był piękny.
Niebiesko-biały.
Kolory idealnie się ze sobą łączyły.
Meble były w odcieniach niebieskiego lub całe białe.
Może nie był zbyt duży,ale mogły by tu mieszkać z cztery osoby.
A tak po prostu pospędzać sobie czas jakieś 10.
Zdecydowanie idealny dla mnie.
(Meble bardziej z drugiego obrazka,ale dywanik i napis nad łóżkiem z obrazka nr.1)
-Jejku,bardzo Pani dziękuję. Ten pokój jest wspaniały.-powiedziałam odwracając się do kobiety i stawiając swoją walizkę na dywanie.
-Bardzo proszę słonko i mów mi Gina.
-Tak więc bardzo Ci dziękuję Gina.-poprawiłam.
-Mam nadzieję,że będzie Cię tu dobrze mieszkać. Od razu Cię uprzedzę,że Daniel i James mieszkają tutaj.-pokiwałam głową-Mam nadzieję,że chłopaki nie będą Ci przeszkadzać.
-Jak już to ja im. Przecież to ja się tu przeniosłam z dnia na dzień.-powiedziałam.
-Ale oni czasem bywają...nieznośni. No dobra,dłużej nie przeszkadzam. Jak coś to mój pokój jest na końcu tego korytarza.
-Dobrze. Jeszcze raz bardzo Pani...To znaczy jeszcze raz i dziękuję Gina.
Kobieta uśmiechnęła się do mnie i wyszła z pokoju.
Rozpakowałam swoje rzeczy.
Gdy skończyłam była 01:42.
Swoją walizkę schowałam pod łóżko i wyszłam z pokoju.
Zdziwiłam się widząc,że chłopaki jeszcze nie śpią.
Spojrzałam tylko na nich przelotnia w czasie gdy oni wiercili we mnie dziury wzrokiem.
Weszłam do pokoju Martin'a....
Nikola♥Bay♥


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz