Przepraszam,źle to ujęłam.
Dylan zdawał się nie przejmować tum,że staram się go odepchnąć o nie oddaję pocałunku.
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie,co tak naprawdę dzieje się w tym momencie.
Człowiek,którego próbuję się pozbyć od 5 miesięcy całuje mnie,a ja nie mogę z tym nic zrobić.
Z moich oczu popłynęło jeszcze więcej łez przez co praktycznie niczego nie widziałam.
A jeśli już,to tak rozmazane,że mogłam się jedynie domyślać co to,a i tak bym nie zgadła.
Dopiero teraz chłopak oderwał się od moich ust,bo moje łzy zamoczyły pół jego twarzy.
-Żabciu-doskonale wiedział,że nienawidzę żab-zamiast tak stać i płakać mogłabyś odwzajemnić pocałunek.-znów spróbował się nade mną pochylić,ale tym razem to ja byłam szybsza i przebiegłam pod jego ręką uciekając od następnego pocałunku.-Tak nie będziemy się bawić. Robisz to,co ja chcę nie na odwrót. Rozumiesz!?
Zezłościłam go,a to nie dobrze.
Jedyne o co się teraz modliłam to to,żeby ktoś wyszedł z tego domu i mi pomógł.
Uciekałam od niego z boku na bok,robiąc wszystko by tylko mnie nie złapał.
Nie mogłam pozwolić na to,by powtórzyło się to,co działo się kilka miesięcy temu.
Wiedziałam,że stanie się coś złego.
Po co mu wtedy ufałam,tyle ludzi mnie przed nim uprzedzało.
Powinno to do mnie dojść,kiedy Charlie próbowała mnie od niego odciągnąć.
W tedy myślałam,że jest zazdrosna,przecież ona mnie nienawidzi,a jednak.
Powinnam uwierzyć tym wszystkim ludziom.
Więc dlaczego tego nie zrobiłam? Dlaczego pozwalałam się krzywdzić? Dlaczego ich nie słuchałam? A może powinnam postawić sobie inne pytanie? Po co to robiłam? Żeby pokazać tym wszystkim ludziom,że się nie boję? Że jestem silniejsza? Tutaj znów pojawia się pierwsze pytanie. Dlaczego?
Milion myśli przelatywało przez moją głowę.
Mój obraz rozmazywał się tak,że biegłam intuicyjnie,nie wiedząc gdzie się aktualnie znajduję.
Padałam z sił.
Straciłam nadzieję,że ktoś wyjdzie i w magiczny sposób mi pomoże.
Spojrzałam ostatni raz w stronę drzwi.
Na co liczyłam?
Że tak jak w tych wszystkich filmach,ktoś nagle się pojawi i uratuje bohaterkę z opresji.
A jednak,tak się stało.
No nie dokładnie.
Właściwie,to nawet nie było zbliżone do tego o czym myślałam.
-Ej! Co Ty robisz!?-usłyszałam krzyk jakiegoś faceta,który właśnie wracał z zakupów.
-My się po prostu ganiamy.-powiedział Dylan,pokazując mi wzrokiem,że lepiej,żebym się z tym zgodziła.
-Tak?
-Yhm.-skinęłam głową chowając twarz we włosy.
-Ach...-facet wyraził skruchę-Bardzo przepraszam.-odszedł pośpiesznie.
Odszedł zostawiając mnie samą z jeszcze bardziej zdenerwowanym Dylan'em.
Nie miałam już sił uciekać,nie miałam,ale musiałam.
Jednak moje tępo znajcie się zmniejszyło.
Stałam jakieś dziesięć metrów od drzwi.
Drzwi,które się nagle otworzyły,a w nich stanęło pięciu chłopaków,którzy starali się zrozumieć co się dzieje...
Nikola♥Bay♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz